Magnificat, kantyk Maryi
Magnificat "celebruje" eschatologiczne wydarzenie przyjścia Mesjasza, nie tyle jednak w odniesieniu do samej osoby Mesjasza i Jego natury, co w odniesieniu do historii zbawienia, jako nagłe i wspaniałe ziszczenie się wszystkich oczekiwań i wszystkich Bożych obietnic. Bardziej znaczącym niż osoba Zbawcy jest wydarzenie dotyczące zbawienia, które jest w centrum uwagi, kairos; to jest nowy czas, który się rozpoczyna. Jeśli chodzi o zbawienie, znajdujemy się w stanie powstawania, in statu nascendi. W Magnificat jesteśmy uczestnikami samego wejścia zbawienia w historię; owo wejście w historię zachowuje przez wieki niezmienne zdumienie i tajemnicę owego momentu tak bardzo oczekiwanego, momentu, który już nigdy się nie powtórzy, w którym nastąpiło przejście od przepowiadania do spełnienia, i w którym historia rozpoczęła nowy bieg. Maryja postępuje tak, jak ktoś, kto widząc kamień spadający w taflę wodną, zanim pójdzie obejrzeć kamień, który spadł, i jego strukturę, zatrzymuje się, aby urzeczony popatrzeć na koncentryczne fale, jakie on spowodował, które od środka rozchodzą się tam, w kierunku brzegów, dokąd sięga wzrok. Z powodu przyjścia Mesjasza Bóg i świat ukazują się w nowym świetle, a Maryja jest pierwszą osobą, która w tym nowym świetle ma spojrzeć na Boga i na świat. Magnificat - ze względu na treść - może być określany jako nowy sposób patrzenia na Boga i nowy sposób patrzenia na świat i na historię. Mówię "ze względu na treść", ponieważ jeśli chodzi o słowa, Magnificat jest kantykiem starszym, niż by nam się wydawało. Jest on pełen wyrażeń i reminiscencji ze Starego Testamentu. Nie mogło zdarzyć się tak, żeby rzeczywistość nie została wyśpiewana poprzez obrazy, które ją przygotowały. Jeśli chodzi o ten moment, żaden nowy i nieznany język nie uzyskałby tego imponującego rezultatu koncentracji, tak wielkiego bogactwa znaczeniowego. Każde słowo oddaje tutaj epokę, zbawcze wydarzenie, bohatera, proroctwo, przywołuje postać. Chodzi o zdumiewającą inwencję, zamysł Ducha Świętego zespolenia jednocześnie figury i rzeczywistości, jednoczesnego proklamowania początku i końca. Wyrażenia są te same, ale rzeczy są zmienione. To mówienie nowych rzeczy przy pomocy dawnych słów stanowi część tajemnicy Pisma; samoistnie wskazuje, że wcielenie jest" tajemnicą dawną i nową: dawną, jeśli chodzi o jego zapowiedź, i nową, jeśli chodzi o rzeczywistość". Z jednej strony Magnificat streszcza znaczną część Starego Testamentu, z drugiej - zapowiada wielką część Nowego. Są tam zawarte niejako w zarodku i w pierwszym zarysie błogosławieństwa ewangeliczne. Kantyk Maryi jest rodzajem preludium do Ewangelii. Podobnie jak w preludiach niektórych oper lirycznych są w nich zarysowane przewodnie myśli i znaczące arie przeznaczone do tego, by być rozwijanymi później, w trakcie opery.
Kantyk Maryi - mówiłem - zawiera nowe spojrzenie na Boga i na świat; w pierwszej części, która obejmuje wiersze 46-50, na fali tego, co się w Niej wydarzyło, spojrzenie Maryi przesuwa się na Boga; w drugiej części, która obejmuje pozostałe wiersze, spojrzenie Jej kieruje się na świat i na historię.
Nowe spojrzenie na Boga
Pierwsze odniesienie Magnificat jest skierowane ku Bogu; Bóg ma absolutny prymat nad wszystkim. Maryja nie spieszy się z odpowiedzią na pozdrowienie Elżbiety; nie nawiązuje dialogu z ludźmi, ale z Bogiem. Nawet na krótko nie zatrzymuje się na pośrednim drobiazgu, ale od razu pogrąża się w Bogu. Koncentruje swoją duszę i zanurza ją w nieskończoności, którą jest Bóg. W Magnificat zostało "utrwalone" na zawsze doświadczenie Boga bez przeszłości i bez porównań w historii. Jest ono najwspanialszym, najbardziej wysublimowanym przykładem tak zwanego języka sakralnego. Zauważono, że pojawienie się rzeczywistości boskiej na horyzoncie stworzenia wywołuje zwykle dwa przeciwstawne uczucia: strachu i miłości. Bóg przedstawia się jako" tajemnica budząca strach oraz zachwyt"; przerażająca przez swoją dostojność, swój majestat, zachwycająca zaś ze względu na swoją dobroć. Kiedy Boże światło zabłysło po raz pierwszy w duszy Augustyna, wyznał, iż "zadrżał z miłości i przerażenia" oraz że również potem kontakt z Bogiem "przejmował go dreszczem i rozpalał żarem" jednocześnie (por. św. Augustyn, Wyznania VII, 16; XI, 9). Coś podobnego znajdujemy w kantyku Maryi wyrażonym w sposób biblijny poprzez zastosowanie odpowiednich tytułów. Bóg określany jest jako "Adonai" (co znaczy o wiele więcej niż nasze "Pan", którym jest przetłumaczony), jako "Bóg", jako "Wszechmocny", a przede wszystkim jako Qadosh, "Święty": Święte jest Jego imię! Słowo to zawiera całe, pełne trwogi milczenie. Jednakże zarazem ten święty i wszechmocny Bóg z bezgraniczną ufnością określany jest jako "mój Zbawca", jako Ktoś życzliwy, kochany, "właśnie" jako Bóg, Bóg stworzenia. Ważniejszy od słów i samych imion jest stan ducha, które one pozwalają przeniknąć; skutek, jaki wywołują, jest większy od tego, co one mówią. Słowa nawet w najmniejszym stopniu nie są w stanie zawrzeć w sobie rzeczywistości, którą Maryja odczuwa w swoim sercu. Skłania do zastanowienia się nad kimś, kto zanurza ręce w wielkiej ilości zboża dotąd, aż poczuje, że ze wszystkich stron jest napór jego wielkiej ilości, kto jednak później, kiedy stara się je ponownie zamknąć i unieść do góry, zauważa, że może zacisnąć w garści zaledwie kilka ziaren.
Poznanie Boga wywołuje - na zasadzie reakcji i przeciwieństwa - nowe postrzeganie lub poznanie siebie i własnej osoby, które jest owym prawdziwym poznaniem. Własnego ja nie rozumie się inaczej, jak tylko stając twarzą w twarz przed Bogiem, coram Deo: " Pastuch, który (o ile to możliwe) jest osobowością w oczach swoich krów, jest bardzo niską osobowością; tyran, który jest osobowością dla motłochu, tak samo, a raczej wcale nią nie jest, gdyż w obu przypadkach braknie tu miary ... ; ale jaki akcent nieskończoności pada na osobowość, gdy obiera Boga za miarę!" (S. Kierkegaard, Choroba na śmierć II, A, 1 w: Bojaźń i drżenie. Choroba na śmierć. Z oryg. duńsk. przeł i wstępem opatrzył J. Iwaszkiewicz. Warszawa 1972 PWN, s. 225). W obecności Boga stworzenie zatem poznaje ostatecznie siebie samego w prawdzie. Widzimy więc, że dzieje się to również w Magnificat. Maryja czuje, że jest " obiektem spoglądania" Boga, Ona wnika w owo spojrzenie, widzi siebie tak, jak widzi Ją Bóg. A jak widzi samą siebie w tym boskim świetle? Jako "małą" ("pokora, uniżenie" oznacza tu faktyczną małość i pospolitość, nie zaś cnotę pokory!) i jako " służebnicę " . Postrzega siebie jako nic nie znaczący drobiazg, na który Bóg zechciał spojrzeć.
Pewnej nocy serdeczny towarzysz i powiernik św. Franciszka, brat Leon, chciał go podpatrzyć na modlitwie i zobaczył, że długie godziny spędza z obliczem i rękoma wzniesionymi w niebo, powtarzając na przemian: "Kim jesteś Ty, o najsłodszy mój Boże? Kim jestem ja, najlichszy robak i bezużyteczny Twój sługa? (Rozważanie świętych stygmatów, III; FF 1915). Kim jesteś Ty? Kim jestem ja? W tym podwójnym pytaniu zawiera się cała chrześcijańska mądrość, która polega na poznaniu Boga i siebie samego, Również św. Augustyn modlił się słowami skierowanymi do Boga: "Obym poznał Ciebie i abym poznał siebie" (Noverim te, noverim me) (św. Augustyn, Soliloquia II, 1, 1; PL 32, 885). Żadne z tych dwóch rodzajów poznania nie może obejść się jedno bez drugiego: poznanie Boga bez poznania siebie powodowałoby zarozumiałość, poznanie siebie bez poznania Boga prowadziłoby do rozpaczy.
W słowach Maryi jaśnieje więc nowym światłem prawda o dwu rzeczach, zostaje "wyzwolona prawda, która była więźniem nieprawości" (por. Rz 1, 18 nn.). Grzechem - mówi św. Paweł - jest bezbożność, która więzi prawdę Bożą w nieprawości, i polega on na nieoddawaniu czci Bogu i niedziękowaniu Mu, lecz chełpieniu się z własnych myśli, stawianiu stworzenia na tym samym planie, co Stwórcę. Maryja inauguruje" tajemnicę miłości", która w cudowny sposób zostanie zrealizowana przez Syna. Ona uznaje Boga jako Boga, a siebie samą za Boże stworzenie, i zauważa niezmierną różnicę. Wszystko przypisuje Bogu, a niczego sobie samej, nie tylko na płaszczyźnie istnienia, ale także działania: Wielkie rzeczy - mówi - uczynił mi Wszechmocny. Bóg jest sprawcą, główną osobą działającą; Ona jest tylko " miejscem " (in me), w którym Bóg działa, aczkolwiek miejscem wolnym, które współpracuje z Bogiem poprzez gotowość podporządkowania Mu swojego tak. Maryja" uznała moc Boga, Jego władzę nad Izraelem" (por. Ps 68, 35). Ona rzeczywiście przyznała Bogu Jego moc! Jest "pełna łaski", ponieważ jest pozbawiona siebie. Był pewien moment w moim życiu, podczas pielgrzymki do Lourdes, kiedy to wyraźnie dostrzegłem tę rzecz i poczułem się przynaglony do modlitwy słowami: "Zdrowaś Maryjo, pozbawiona siebie ... ", zamiast: "Zdrowaś Maryjo, łaski pełna ... ". Maryja jest właściwszą i bardziej prawdziwą pochwałą łaski i przykre jest, że w chrześcijaństwie nie zostało to uznane właśnie przez tych, którzy więcej i lepiej wypowiadali się na temat łaski i postawili ją wyżej od zasługi.
Z tego rozpoznania Boga, siebie i prawdy pochodzą radość i wesele: Duch mój się raduje ... Radość płynąca z prawdy, radość z powodu boskiego działania, radość z czystej i niezasłużonej chwały. To, co św. Augustyn mówi o sobie i o każdym wierzącym, w wyraźny sposób odnosi się do Matki Bożej śpiewającej w Magnificat: "Chwalę Boga i raduję się w tej chwale; cieszę się z Jego chwały. Niech będzie bezinteresowny fakt kochania i chwalenia. A co znaczy bezinteresowny? Oznacza kochać Go i chwalić dla Niego samego, a nie z powodu czegokolwiek innego" (Św. Augustyn, Objaśnienia Psalmów, 53, 10; CCL 38, 653 n.). Maryja wielbi Boga ze względu na Niego samego, mimo że uwielbia Go za to, co dla Niej uczynił, to znaczy wychodząc od własnego doświadczenia, podobnie jak to czynią wielcy oranci Biblii. Radość Maryi jest radością eschatologiczną z powodu decydującego działania Boga i jest radością istoty stworzonej, radością z tego, iż czuje się istotą ukochaną przez Stwórcę w służbie Świętego, miłości, piękna, wieczności. Jest pełnią radości. Skoro zwykłe odwiedziny łaski Bożej są takie, że nakazują zawołać temu, który ich dostępuje - jak to zdarzyło się B. Pascalowi w ową niezapomnianą noc ognia: "Boże Abrahama, Boże Izaaka, Boże Jakuba ... Świadomość, radość, pokój. Radość, radość, łzy radości", cóż stanie się z przyjściem Boga osobiście w łono Dziewicy Matki? Św. Bonawentura, który bezpośrednio doświadczył przeobrażających skutków przyjścia Boga do duszy, mówi o zstąpieniu Ducha Świętego na Maryję w chwili Zwiastowania, jakby ognia, który Ją całą zapala: " Zstąpił na Nią - pisze - Duch Święty, jak boski ogień, który rozpalił Jej umysł i uświęcił Jej ciało obdarzając Ją najdoskonalszą czystością ... Och, gdybyś był zdolny w jakiejś mierze zrozumieć, jaki i jak wielki był ogień, który zstąpił z nieba, jakie zostało przyniesione orzeźwienie ... Gdybyś mógł usłyszeć pełen radości śpiew Dziewicy ... " (Św. Bonawentura, Drzewo życia, I, 3). Nawet naukowa egzegeza, która jest bardziej wymagająca i rygorystyczna, zdaje sobie sprawę z tego, iż znajdujemy się tutaj wobec słów, których nie można zrozumieć poprzez normalną analizę filologiczną, i wyznaje: "Kto czyta te wiersze, zostaje zaproszony do uczestniczenia w radości; tylko współcelebrująca wspólnota wierzących w Chrystusa i Jego wyznawców rozumie te teksty" (H. Schürmann, dz.cyt.). Jest to mówienie "w Duchu", którego nie można zrozumieć inaczej, jak tylko w Duchu. Jest to dźwięk, który przenika fale atmosfery, którego nie słyszy ten, kto jest zanurzony pod wodą, gdzie obowiązują inne prawa fizyczne przekazywania dźwięków.
Nowe spojrzenie na świat
To, co Maryja powiedziała nam dotychczas o Bogu a mianowicie, że jest On Wszechmocny i Święty - jest bardzo piękne, lecz w jaki sposób zgadza się z tym, co w rzeczywistości widzimy wokół nas, to znaczy cierpienie, niesprawiedliwość, przemoc. Albo Bóg chce, lecz nie może wyeliminować zła, a zatem nie jest wszechmocny, albo może, ale nie chce, a więc nie jest święty. Posłuchajmy, co na ten temat ma nam do powiedzenia Maryja.
Magnificat - mówiłem - składa się z dwóch części. Tym, co ulega zmianie przy przejściu od jednej do drugiej, nie jest ani ekspresywny sposób, ani ton; z tego punktu widzenia kantyk jest nieprzerwanym strumieniem, który nie przedstawia przerw; następuje szereg czasowników użytych w czasie przeszłym, które opowiadają o tym, co Bóg uczynił, lub lepiej, co "zaczął czynić". Tym, co się zmienia, jest jedynie miejsce Bożego działania: od rzeczy, które dokonał" w Niej", przechodzi się do zauważenia spraw, które uczynił w świecie i w historii. Brane są pod uwagę skutki ostatecznego objawienia się Boga, Jego oddziaływanie na ludzkość i na historię. Dostrzegamy tutaj kolejną charakterystyczną cechę ewangelicznej mądrości, która polega na jednoczesnym upojeniu więzią z Bogiem i trzeźwości w patrzeniu na świat, na pojednaniu między sobą największego uniesienia i opuszczenia w stosunku do Boga z jak największym realizmem krytycznym wobec historii i ludzi. Św. Paweł dobrze ujmuje tę podwójną postawę składającą się z zachwytu i "szaleństwa", kiedy chodzi o Boga, oraz z mądrego, zdrowego rozumu, kiedy chodzi o ludzi: "My - powiada - odchodzimy od zmysłów ze względu na Boga i jesteśmy przytomni ze względu na was" (por. 2 Kor 5, 13).
Poprzez użycie szeregu czasowników w aoryście, czasie wyrażającym czynność przeszłą dokonaną, Maryja poczynając od wiersza 51 opisuje odwrócenie i radykalną zmianę stron między ludźmi: strącił - podniósł; obsypał dobrami - odprawił z niczym. Nagły i nieodwracalny zwrot, właśnie jako dzieło Boga, który nie zmienia i nie wycofuje się, jak to czynią ludzie w swoich sprawach. W tej zmianie pojawiają się dwie kategorie osób: z jednej strony kategoria pyszniących się - mocarzy-bogaczy, z drugiej - kategoria ludzi pokornych-głodnych. Ważną jest rzeczą, abyśmy zrozumieli, na czym polega taki przewrót i gdzie on występuje; w przeciwnym bowiem wypadku istnieje niebezpieczeństwo niewłaściwego zrozumienia całego kantyku, a wraz z nim ewangelicznych błogosławieństw, które są tutaj uprzedzane niemal tymi samymi słowami. Popatrzmy na historię: co się faktycznie stało, kiedy zaczęło się urzeczywistniać wydarzenie wyśpiewane przez Maryję? Czy może miał miejsce przewrót społeczny i zewnętrzny, na skutek czego bogaci nagle zubożeli, a głodni zostali nasyceni pokarmem? Czy może między warstwami społecznymi nastąpił bardziej sprawiedliwy podział dóbr? Nie. A może władcy rzeczywiście zostali obaleni z tronów, a pokorni zostali wyniesieni? Nie; Herod nadal był nazywany "Wielkim", a Maryja i Józef z jego powodu musieli uciekać do Egiptu. Jeśli zatem to, czego tutaj oczekiwano, miało być zmianą społeczną i widzialną, to z punktu widzenia historycznego miało miejsce absolutnie coś odwrotnego. Na jakiej zatem płaszczyźnie nastąpiło owo obalenie? (Dlaczego ono nastąpiło!). Dokonało się ono na płaszczyźnie wiary! Objawiło się Królestwo Boże i fakt ten spowodował cichą, ale radykalną rewolucję. Jak gdyby dało się poznać dobro, które nagle obniżyło wartość będącej w użyciu monety. Bogacz pojawia się jako człowiek, który odłożył na boku ogromną sumę pieniędzy, ale w nocy nastąpił spadek kursu o sto procent, i rankiem wstał jako ten, który jest nędzarzem godnym pożałowania. Ubodzy i głodni natomiast są faworyzowani, ponieważ jako bardziej gotowi do przyjęcia nowej rzeczywistości nie obawiają się zmiany; mają gotowe serce. Przewrót wyśpiewany przez Maryję jest tego samego rodzaju, co radykalna zmiana proklamowana przez Jezusa w błogosławieństwach i przypowieści o bogaczu lubiącym dobrze i dużo zjeść. Św. Jakub zwracając się do bogaczy mówił: Zapłaczcie wśród narzekań na utrapienia, jakie was czekają: Bogactwo wasze zbutwiało (Jk 5, 1-2). Może w czasach św. Jakuba bogactwo ludzi zamożnych rzeczywiście butwiało? Nie; apostoł pragnie natomiast powiedzieć, że zdarzyło się coś, co doprowadziło do tego, iż straciło ono wszelką rzeczywistą wartość; objawiło się nowe bogactwo. Bóg - pisze jeszcze św. Jakub - wybrał ubogich (tego) świata na bogatych w wierze oraz na dziedziców Królestwa (Jk 2,5). Bogaci "w wierze", bogaci " Królestwa" : oto jest to, co teraz właśnie stanowi różnicę. Maryja mówi o bogactwie i ubóstwie zaczynając od Boga; jeszcze raz mówi coram Deo - "w obliczu Boga", za punkt odniesienia bierze Boga, nie człowieka. Ustanawia kryterium "ostateczne", eschatologiczne. Mówienie więc o tym, że chodzi o obalenie, o radykalną zmianę, jaka się dokonała "w wierze", nie oznacza mówienia o tym, iż jest ona mniej rzeczywista i gruntowna, mniej ważna, ale że jest to coś nieskończenie więcej. Nie jest to obraz wyżłobiony falą na morskim piasku, który to obraz rozmywa kolejna fala. Chodzi o bogactwo wieczne i o ubóstwo równie wieczne.
Najwspanialszą ilustrację tego wszystkiego mamy w samym życiu Maryi, i właśnie w Bożym Narodzeniu. Spójrzmy, jak mają się sprawy w "gospodzie" betlejemskiej. Przybywają bogaci, dający się rozpoznać po swoich obszernych płaszczach, po drogocennym pierścieniu na palcu, po ciężkich torbach u boku, przybywają znakomici obywatele Galilei i Judei, przejezdni kupcy, a wszyscy zostają przyjęci z wielkim uszanowaniem, gdy tymczasem ich wierzchowce zostają wprowadzone do stajni. Przybywa Józef z Maryją i - zauważa Ewangelista - "Nie było dla nich miejsca w gospodzie" (Łk 2, 7) tak, że muszą szukać schronienia w stajni, która należy do gospody, a może w innej znajdującej się poza miastem. I nie ma tu nic z owego wielkiego obalenia zapowiedzianego przez Maryję. Ale spójrzmy na sprawy współczesne. Gdzie są bogaci i możni, którzy owego dnia odeszli syci i którym wszyscy oddali ukłon? Kto o nich pamięta? Cóż pozostaje z owej krótkiej nocy spędzonej pod dachem, w pogodnym nastroju? Byli, "jakby ich nie było". Zostali rzeczywiście "odprawieni z niczym". Któż natomiast nie wspomina ze wzruszeniem, nie chyli czoła lub przynajmniej nie zna Maryi i Jej Oblubieńca Józefa, i Dzieciątka Jezus, którzy wówczas zostali tak nisko ocenieni? Czy można pokazać światu - poprzez tego, kto ma wiarę pełniejsze i bardziej radykalne od tego obalenie?
W ostatnim fragmencie Maryja wskazuje na decydujące działanie Boga, które tłumaczy wszystkie inne: Ujął się za sługą swoim, Izraelem, pomny na miłosierdzie swoje, jak przyobiecał naszym ojcom, na rzecz Abrahama i jego potomstwa na wieki. Jest tutaj wzmianka o przyjściu Mesjasza, o spełnieniu największej z Bożych obietnic. Powraca się do owej istoty tajemnicy zawartej wcześniej w słowach: "Wielkie rzeczy uczynił Mi Wszechmocny", z tym jedynie, że owa tajemnica, która przedtem stanowiła przedmiot rozważań w Niej samej, w Jej boskim macierzyństwie, teraz postrzegana jest w odniesieniu do całego Jej narodu, do historii zbawienia. Jest to rzeczywisty, istotny punkt kantyku: gruntowna zmiana sytuacji między bogatymi a biedakami nie jest przywoływana i wspominana dla siebie samej, ale jako znak i objawienie tego wydarzenia eschatologicznego, którym jest przyjście Mesjasza. Aby zrozumieć znaczenie nowiny, która zawiera się w owych prostych słowach zamykających Magnificat, należałoby wiedzieć, czego oczekują i o co błagają Boga w swoich modlitwach pobożni Żydzi w czasach, które poprzedziły przyjście Chrystusa. My posiadamy, na szczęście, jedną z tych modlitw: jest to Mądrość Syracha 36, 1 - 17, modlitwa z czasów Machabeuszów ,,O uwolnienie i rozkwit Izraela": Wyciągnij rękę ... Odnów znaki i powtórz cuda ... Przyśpiesz czas i pomnij na przysięgę, aby wysławiano wielkie Twoje dzieła ... Panie, zlituj się nad narodem, który jest nazwany Twoim imieniem, nad Izraelem ... Wypełnij proroctwa, dane w Twym imieniu .... Dawniej mówiono: Okaż moc swego ramienia, teraz Maryja mówi: Wyciągnął swoje ramię; mówiono: Powtórz cuda, teraz się mówi: Dokonał cudów; mówiono: Pomnij!, teraz się mówi: Pamiętał; mówiono: Zlituj się nad narodem, teraz mówi się: Ujął się za Izraelem; mówiono: Wypełnij proroctwa!, teraz mówi się: Wypełnił proroctwa. Poprzez zwykłą zmianę form czasownikowych Maryja wyraziła zmianę epoki, przejście od czasu oczekiwania do czasu urzeczywistnienia. Coś podobnego, co dzieje się w sercu kobiety w chwili, kiedy - po długim i gorącym oczekiwaniu - wydaje wreszcie na świat swoje dziecko, ma również miejsce w przejściu ze starego do nowego przymierza. Dawne przymierze mówi św. Augustyn - było "brzemienne Chrystusem". On teraz przybył; nie ukrywa się już dłużej, jak dziecko w łonie matki, lecz jest obecny; wszelki lęk zmienia się w radość, a każda wątpliwość w pewność. Pod tym względem Magnificat spełnia w Kościele rolę niezastąpioną i przepiękną: owo zadanie przywoływania za każdym razem do życia świadomości wydarzenia, zdumienia godziną eschatologiczną, nie dopuszczając, by owa miniona chwila była "przeszła", to znaczy przeminęła raz na zawsze; zadanie utrzymania nienaruszonym - na ile jest to tylko możliwe - znaczenia owego pierwszego razu, który będzie również jedynym razem. Przed owym czasem było oczekiwanie, po owym czasie jest pamiątka. My żyjemy w czasie obchodzenia pamiątki, a Magnificat pozwala na to, by pamięć ta była w jakiś sposób - obchodzona w Duchu - również obecnością.
Sposób wcielenia
Magnificat - widzieliśmy - jest kantykiem, przy pomocy którego ewangelista Łukasz w sposób duchowy wyjaśnia historię Zwiastowania, a zatem tajemnicę wcielenia. Cóż więc mówi Maryja w swoim Kantyku, co pomogłoby zrozumieć tę tajemnicę, oprócz faktu, istotnego i podstawowego, że on " miał " miejsce, że Mesjasz jest obecny w świecie? Czy jest w nim coś, co ilustruje sposób wcielenia, oprócz samego faktu, coś, co pomogłoby nam zgłębić jego istotę, oprócz tego, że zaistniał? Maryja wysławiając właśnie Boga, który - dla realizacji swojego planu - wybiera pokorną służebnicę, Boga, który strąca władców z tronu, a wywyższa pokornych, przekazuje nam zasadniczą sprawę odnoszącą się do zrozumienia wcielenia: mówi nam, że dokonało się ono w pokorze, w słabości i w ubóstwie. Mówi nam, iż Bóg postanowił objawić się ... w ukryciu. Dla nas wybór ten okazał się rzeczą przewidzianą, normalną ze względu na dwutysięczny okres głoszenia Ewangelii, podczas którego był on regułą w życiu świętych. Dla Maryi natomiast było to coś niesłychanego i zaskakującego. Słowa: "Wywyższył pokornych!" stanowią zdanie wykrzyknikowe, są okrzykiem zdumienia. Ona dobrze wiedziała, w jakiej szacie oczekuje się Mesjasza wokół Niej, w Jej narodzie, a przynajmniej w kręgach panujących, i oto On jest obecny w świecie, choć nikt o tym nie wie. To wszystko, co Maryja mówi o boskim wyborze pokornych i ubogich, ze względu na terminologię ma związek ze Starym Testamentem oraz z poglądami funkcjonującymi w kręgach pobożnych Izraelitów Jej czasów; jeśli jednak chodzi o treść, zwraca uwagę na fakt całkowicie nowy. Bóg dał nowe oblicze ideałowi ubóstwa i pokory, wybierając go dla samego siebie, Wiedziano, że jest On obrońcą ubogich, że zwraca uwagę na pokornych, ale teraz On sam stał się ubogi i pokorny, a to jest już zupełnie inna sprawa. Prawdą jest, że Magnificat w Ewangelii uprzedza Betlejem z jego ubóstwem oraz Nazaret z jego życiem w ukryciu, ale to wszystko jest antycypowane i uprzedzone wyborem, jakiego dokonał Bóg, wyborem Matki Mesjasza, środowiska i okoliczności towarzyszących Jego przyjściu na ziemię. W owym czasie było w Jerozolimie tyle dziewcząt, córek najwyższych kapłanów, bogatych, wykształconych; w samym Nazarecie Maryja znała dziewczęta będące w Jej wieku, o wiele bardziej rzucające się w oczy niż Ona, a jednak Bóg pamiętał o Niej, właśnie o Niej, nieznanym i ubogim dziewczęciu. Któż mógłby coś podobnego przypuszczać? Nowy fakt historyczny lub czyjeś życiowe wydarzenie nie wywołuje większego zaskoczenia wówczas, kiedy sięga szczytu, ale kiedy się zaczyna. Początek ma większą wartość od nowości. Potem następuje przyzwyczajenie się do tego, uczestniczy się w różności pod względem pozycji społecznej, nie natury; jest to skok raczej ilościowy, a nie jakościowy. Początek jest rozstrzygający, to znaczy, że decyduje o całej reszcie; zakłada, że cała reszta nie będzie niczym innym, jak tylko konsekwentnym rozwojem. Większa nowość zawiera się zatem nie w męce Chrystusa, ale we wcieleniu; jeśli zaś chodzi o wcielenie, to nie w zstąpieniu do żłóbka, lecz w zstąpieniu w Maryję, nie w wyborze ubogiego miejsca, w którym ma się narodzić, ale w wyborze ubogiej Matki, z której ma się narodzić. We wcieleniu, tak jak się ono dokonało, zawiera się już in nuce - "w zarodku" - jak zawsze pouczała teologia i liturgia Kościoła - tajemnica paschalna, nie tylko dlatego, że we wcieleniu ukształtowała się osoba Zbawcy, podmiot odkupieńczy boski i ludzki (od którego pochodzi nieskończona wartość Jego śmierci), ale również dlatego, że podczas Bożego Narodzenia jest uprzedzany, z góry zapowiedziany sposób, w jaki Zbawca ocali swój naród: poprzez ubóstwo, pokorne cierpienie i posłuszeństwo.
W taki więc sposób, jeśli chodzi o tajemnicę wcielenia, kantyk Maryi mówi nam coś ważnego, coś, czego żadna refleksja metafizyczna dotycząca ukształtowania Zbawcy (jedna osoba, dwie natury) nie byłaby w stanie nam powiedzieć. Magnificat pomaga nam uzupełnić podstawowy i ontologiczny obraz wcielenia owym obrazem bardziej egzystencjalnym i religijnym. Nieważna jest zatem wiedza jedynie o tym, że Bóg stał się człowiekiem; ważniejsze jest wiedzieć również o tym, iż stał się człowiek. Z tego punktu widzenia Magnificat posuwa się dalej w Nowym Testamencie, na kartach przekazów św. Pawła, gdzie jest mowa o tym, iż spodobało się Bogu przez głupstwo głoszenia Słowa zbawić wierzących, że Bóg wybrał to, co w świecie jest słabe, aby mocnych poniżyć, i to, co nie jest szlachetnie urodzone, i wzgardzone i to, co jest niczym; aby unicestwić to, co jest (por. 1 Kor 1, 21 nn.). Trzeba mieć odwagę, by to otwarcie wyznać: zbyt jednostronne, a czasami wprost obsesyjne obstawanie przy aspektach i zagadnieniach metafizycznych wcielenia spowodowało stracenie z oczu - w pewnych środowiskach i w pewnych okresach chrześcijaństwa - prawdziwej istoty tajemnicy, sprowadzając ją (jak to miało miejsce w odniesieniu do przeistoczenia eucharystycznego) do tajemnicy metafizycznej raczej niż religijnej, do tajemnicy możliwej do określenia technicznego przy pomocy pojęć coraz bardziej dokładnych, ale niezrozumiałych dla ludzi, w klimacie ustawicznego konfliktu teologicznego między różnymi szkołami. Franciszek z Asyżu ma tutaj swoją bardziej prawdziwą i głęboką pozycjęˇ Dzięki niemu nie chodzi wyłącznie o powtórne odkrycie znaczenia ludzkiej natury Chrystusa (to miało już miejsce w walce między doketyzmem a gnostycyzmem), ani też o zwykły szacunek dla człowieczeństwa i ludzkiej natury Chrystusa (co miało już miejsce u św. Bernarda); chodzi natomiast o powtórne odkrycie pokory i ubóstwa ludzkiej natury Zbawcy. Dwie rzeczy - powiadają źródła - były w stanie wzruszyć Franciszka do łez zawsze, ilekroć słyszał, jak o tym mówiono: "pokora zawarta we wcieleniu i miłość ujawniona w męce" (Br. Tomasz z Celano, Życiorys pierwszy, 30, w: Wczesne źródła franciszkańskie, t. I, s. 61, FF 467). W Greccio Franciszek nie wzrusza się dlatego, że widzi Syna Bożego jako delikatne małe dziecko, ale dlatego, że widzi Go ubogiego pod każdym względem i narażonego na wszelki niedostatek (tamże). Nie ma we Franciszku żadnych oznak owego przywiązania do "bardzo dziecięcego wieku" , które później będą charakteryzowały cześć do Dzieciątka Jezus. Franciszek umiejscawia się na śladach Magnificat, błogosławieństw i św. Pawła.
Magnificat jednak nie rzuca światła wyłącznie na działanie Boga i na tajemnicę wcielenia, ale również, i to przede wszystkim, na samą Maryję. Najbardziej niezawodnym sposobem na poznanie czyjegoś życia duchowego, czyjegoś wnętrza, jest sposób poznania jego modlitwy. Stworzenie nigdy nie jest tak "autentyczne" i tak bardzo samym sobą, jak wówczas, kiedy wchodzi do swej izdebki, zamyka drzwi i w skrytości modli się do swego Ojca. Kiedy rozmawiamy z ludźmi lub znajdujemy się w ich obecności, zawsze jesteśmy uwarunkowani; musimy - czasami nawet z miłości czy obowiązku - przemilczeć coś, nie możemy być całkowicie otwarci, i nawet gdybyśmy tego chcieli, nie bylibyśmy w stanie. W stosunku do Boga sytuacja zachodzi dokładnie odwrotna: nie zdołalibyśmy ukryć niczego, nawet gdybyśmy tego chcieli.
Magnificat jest zatem przede wszystkim cudownym oknem otwartym na duszę Matki Boga, przez które możemy dostrzec jakieś piękno łaski i mądrości, którymi jest napełniona. Ona cała jest przejrzysta, przeniknięta Bogiem. Uwzględniając dwojakie znaczenie "łaski" faz boskie, raz ludzkie, już to bierne, już to czynne - zostało powiedziane, że Maryja "jest pełna łaski, ponieważ jest pełna łaski" (Ch. Peguy). Podoba się Bogu, ponieważ jest piękna, i jest piękna, ponieważ podoba się Bogu; jest pełna łaski ze wszystkimi, ponieważ Bóg był pełen łaski wraz z Nią. Poprzez swoją modlitwę ukazuje się nam jako "największa królowa, ponieważ jest najpokorniejsza ze stworzeń". Ona jest tylko (we własnych oczach!) biedną służebnicą; pragnie zmieszać się z owymi niewolnikami swojego narodu; z bezgranicznym szacunkiem wymienia Abrahama, Izraela i "naszych Ojców", uważając siebie za tak małą i w porównaniu z nimi nie mającą żadnego znaczenia, gdy tymczasem jest (w oczach Boga!) największa ze wszystkich, jest "niewzruszonym celem wiecznego planu" (Dante Alighieri).
|