Br. Raniero Cantalamessa, ofmcap
Home > Konferencje i kazania > 2007-05-21
Scegli la lingua Segnala la pagina Stampa questa pagina Torna indietro
Fr. Raniero Cantalamessa, ofmcap
 
Raniero Cantalamessa, OFMCap Home
Raniero Cantalamessa
Konferencje i kazania
Raniero Cantalamessa, OFMCap Video
Raniero Cantalamessa, OFMCap Audio
Raniero Cantalamessa, OFMCap Ksi±żki
Raniero Cantalamessa, OFMCap Album fotograficzny
Raniero Cantalamessa, OFMCap Zmień język
 
Weźmijcie moc od Ducha Świętego
2007-05-21- Tajemnica Pięćdziesiątnicy, Wrocław 2002
Pięćdziesiątnica Łukaszowa i Duch proroctwa

To, o czym Łukasz opowiedział - zstąpienie Ducha Świętego pod postacią ognistych języków, obecność w Jerozolimie Żydów ze wszystkich narodów, zdumienie obecnych - miało przygotować wystąpienie Piotra. Na pytanie wszystkich: "Co to ma znaczyć?”, Piotr zabrał głos i zaczął przemawiać "donośnym głosem" (zob. Dz 2,12.14). To następstwo wydarzeń odzwierciedla Łukaszową wizję Ducha Świętego i Jego funkcji w odniesieniu do Kościoła. Pozostali dwaj synoptycy, Mateusz i Marek, trzymając się tradycyjnej pneumatologii, ukazują Ducha Świętego jako "moc Bożą", która uzdalnia ludzi - a teraz również Jezusa z Nazaretu - do dokonywania wielkich dzieł, przewyższających normalne ludzkie możliwości, jak wyrzucanie złych duchów czy zwalczanie i pokonanie samego szatana (zob. Mt 4,1; 12,28). Jest to koncepcja Ducha Świętego o charakterze charyzmatycznym, odziedziczona po Starym Testamencie.

Nowością u Łukasza jest to, że pośród różnych, cudownych i nad przyrodzonych działań Ducha Świętego bardzo wyraźnie wyróżnia jedno: proroctwo. Duch Święty jest Duchem proroctwa, jest mocą pozwalającą przemawiać w imieniu Boga i z Bożym autorytetem. W życiu Jezusa jest to widoczne od samego początku. Podczas chrztu w Jordanie Duch Święty zstąpił na Jezusa z Nazaretu i "namaścił Go" przede wszystkim po to, “aby ubogim niósł dobrą nowinę”, czyli Ewangelię (por. Łk 4,14.18).

To, co dokonało się w Jezusie na początku Jego działalności mesjańskiej, teraz powtarza się dla Kościoła na początku jego działalności. Zesłanie Ducha Świętego dla Dziejów Apostolskich jest tym samym, czym chrzest Jezusa dla Ewangelii. Chrzest był Pięćdziesiątnicą dla Jezusa, Pięćdziesiątnica zaś była chrztem Kościoła.

Również w dalszej części Dziejów Apostolskich Łukasz rozwija ideę, że Duch Święty jest darem Zmartwychwstałego dla Kościoła, żeby mógł zanieść dobrą nowinę światu (por. Dz 4,31). Ducha Świętego otrzymuje się dla głoszenia słowa Bożego. Tak zresztą jest przedstawiony w Dziejach Apostolskich: "Gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami" (Dz 1,8). Także długi cytat z Księgi Joela służy podkreśleniu, że Duch Święty, który zstąpił na Kościół, jest Duchem proroctwa. Proroctwa, które teraz - w przeciwieństwie do minionych czasów - jest udzielane wszystkim członkom nowego ludu: młodym i starym, synom i córkom, sługom i służebnicom.

Lepiej zrozumie się specyfikę tej wizji Łukasza, gdy będziemy mieli możność porównania jej z wizjami Jana i Pawła, w których Duch Święty jest przedstawiony nie tyle jako siła i wsparcie udzielone posłannictwu Kościoła, co raczej jako wewnętrzne źródło, zmieniające serca i powołujące Kościół do istnienia.

1. Duch i Słowo

Duch Święty jest zatem dla Łukasza przede wszystkim Duchem proroctwa. Jest siłą, która zapewnia dotarcie Słowa z Jerozolimy aż na krańce ziemi. Jest to punkt wyjścia do aktualizacji opowiadania o Zesłaniu Ducha Świętego.

Potrzebujemy Ducha proroctwa, żeby przyprowadzić lub ponownie przyciągnąć ludzi do Boga głoszeniem Ewangelii. Jan w Apokalipsie mówi zwięźle: "Świadectwem Jezusa jest duch proroctwa" (Ap 19,10). To przywołuje na myśli inne zdanie: "Otrzymacie moc Ducha Świętego i będziecie moimi świadkami", z Dziejów Apostolskich 1,8. Nie można skutecznie głosić Jezusa, jak nie dzięki mocy Ducha Świętego. Apostołowie są tymi, "którzy głosili Ewangelię mocą zesłanego z nieba Ducha Świętego" (1 P 1,12). Między głoszeniem Chrystusa "w nauce" a głoszeniem Go "w Duchu Świętym", jest taka sama różnica, jak pomiędzy głoszeniem Słowa "z zewnątrz", stojąc poza jego sferą działania, poza jego władzą i jego "uchwytem", wolni i neutralni względem niego, a głoszeniem go będąc "wewnątrz" Słowa, pod jego tajemniczą władzą, kierowani nim, w żywotnym kontakcie z nim, czerpiąc z niego siłę i autorytet. W pierwszym wypadku mamy przekazywanie nauki, w drugim natomiast przekazywanie życia.

Święty Piotr określa takie głoszenie, jako głoszenie jakby słowa Bożego: "Kto ma dar przemawiania - mówi - niech to będą jakby słowa Boże! " (1 P 4,11). Wówczas dokonuje się coś, co przypomina to, co stało się w chwili, w której Słowo po raz pierwszy zostało zapisane, czyli w natchnieniu biblijnym: "Kierowani Duchem Świętym mówili od Boga święci ludzie" (2 P 1,21).

W dniu Pięćdziesiątnicy to właśnie się stało. Kierowani Duchem Świętym mówili od Boga. Wiemy, co wówczas zaszło: trzy tysiące ludzi przejęło się do głębi serca i nawróciło.
Powtarzam: potrzebujemy tego prorockiego sposobu głoszenia Ewangelii. W przeciwnym razie pozostaniemy na tej samej płaszczyźnie co świat. Od innych przepowiadań nasze odróżnia się zawartością przesłania - i jest to już rzecz podstawowa - nie zaś siłą lub zasadą kierującą przesłaniem. "Czy moje słowo nie jest jak młot kruszący skałę? " ar 23,29), mówi Bóg. Oczywiście, że nim jest, ale jest nim Jego słowo, słowo Boże! J ego słowo oznacza nie tylko, że chodzi o słowo, które mówi o Bogu, ale także słowo Boże, które mówi. Jest to słowo, które Boga ma za podmiot, nie tylko za przedmiot.

Pismo święte wspomina o słowie, które "pochodzi z ust Pana" (Pwt 8,3). Mówi, że "człowiek żyje każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych" (M t 4,4). O jakim słowie można powiedzieć, iż wychodzi z ust Bożych? Że jest słowem "żywym i skutecznym" (Hbr 4,12)? O słowie, które nie jest oderwane od Boga, nie jest zaczerpnięte z książek, nie jest wzięte od ludzi i głoszone ich autorytetem, przez co straciło już kontakt ze źródłem. Woda żywa to ta zaczerpnięta bezpośrednio ze źródła, nie zaś ta kupowana. Co daje ten kontakt? Co stanowi o tym, że słowo, kazanie jest żywym słowem Boga lub nim nie jest? Duch Święty, który jest Bożym tchnieniem.

Wyjdźmy od ludzkiego doświadczenia. O jakim słowie mogę powiedzieć, że jest moim żywym słowem? O żadnym innym, jak tylko o słowie wypowiedzianym przeze mnie osobiście. Słowo wychodzące z moich ust, niesione, artykułowane i słyszalne dzięki mojemu oddechowi, które przemierza powietrze popchnięte moim tchnieniem aż do uszu tego, kto mnie słucha. A jakie jest żywe słowo Boże? Słowo, które jest niesione, popychane, uczynione słyszalnym i skutecznym przez tchnienie Boga, którym jest Duch Święty! Takie jest pierwotne znaczenie wyrażenia Ruah Jahwe, zwłaszcza u proroków: dające życie tchnienie Boże, które ożywia i czyni skutecznym Jego słowo. "Ruah Jahwe zakłada bliskość ze słowem Jahwe. Bóg stwarza swoim Duchem lub tchnieniem swych ust: «Przez s ł o w o Pana powstały niebiosa i wszystkie ich zastępy przez t c h n i e n i e ust J ego» (Ps 33,6) " (por. F. Baumgartel, ThWNr, VI, s. 364). Ten bliski związek słowa Bożego z Boskim tchnieniem jest poświadczony przez Izajasza, także w odniesieniu do Mesjasza: "Rózgą swoich ust uderzy gwałtownika, tchnieniem swoich warg uśmierci bezbożnego" (Iz 11,4).

W Nowym Testamencie związek między tchnieniem Bożym i słowem znajduje swe ujście we wzajemnej relacji lub perykorezy zachodzącej pomiędzy osobowym Słowem a Duchem Świętym, czyli między Synem i Duchem. "On - mówi Jezus o Duchu Świętym - nie będzie mówił od siebie ... z mojego weźmie i wam objawi" a 16,13-14). "z mojego weźmie": co Jezus ma i co jest Jego, jeśli nie Słowo? Duch Święty weźmie zatem słowo Chrystusa i objawi je. "Nie będzie mówił od siebie": nie doda swoich słów, nowych słów, ponieważ to, co Ojciec miał do powiedzenia, przekazał przez swoje Słowo i nie ma już słów Bożych po Nim i poza Nim. Z mojego weźmie i wam objawi. Gdy ja mówię, tchnienie, które jest we mnie, czerpie - jeśli tak można powiedzieć - z mojego serca i mojego umysłu ideę lub słowo, które się tam utworzyło lub formuje się, i niesie je do słuchającego. Tego samego dokonuje Duch Święty ze Słowem, które utworzyło się w łonie Ojca, a którym jest Jezus.

Czy mój oddech może ożywić twoje słowo albo twój oddech ożywić moje? Nie, moje słowo może być ożywione jedynie przez moje tchnienie i twoje słowo przez twe tchnienie. Tak również w sposób analogiczny słowo Boże może być ożywione jedynie tchnieniem Bożym, którym jest Duch Święty! Jest to bardzo prosta prawda i wręcz oczywista, ale o ogromnej sile. Jest to podstawowe prawo wszelkiego przepowiadania i każdej ewangelizacji.
Między dwoma tchnieniami lub duchami - naszym i Bożym - zachodzi nieskończona różnica metafizyczna, którą uwypukliło objawienie Boże. Pojęcie ducha, rozumianego jako coś przeciwnego materii, należące do wymiaru wieczności i "całkowicie odmienne", tak istotne dla naszej cywilizacji, jest tworem chrześcijaństwa. Przed chrześcijaństwem, a zwłaszcza dla stoików, dwa tchnienia -ludzkie i Boskie - różniły się jedynie rangą. Według nich także Duch był stworzony z materii. Była to wprawdzie materia doskonalsza, ale zawsze materia. "Również Duch jest ciałem", czytamy w pismach stoików (por. SVF, 1,137; II,1035). Mimo tych braków, także filozofowie stoicy wyczuwali żywotną więź zachodzącą między tchnieniem i słowem, pomiędzy Pneumą a Logosem. "Ciepłe tchnienie" Pneumy było także dla nich rodzajem podpory i nośnika Słowa (por. SVF, II,31O.416).

Łatwo wówczas zrozumieć, dlaczego nie można inaczej głosić Ewangelię, jak tylko "w Duchu Świętym". Duch Święty ukazuje się nam jako ten, który daje głos słowu, umieszczając słowa w ustach (sermone ditans guttura), jak mówi Veni Creator. Takie jest konkretne przesłanie Łukasza, jego osobisty wkład w wielkie objawienie Ducha Świętego. Duch Święty otrzymany nad Jordanem, jest Duchem, który udziela mocy Jezusowemu głoszeniu słowa. Gdy On przemawia, zawsze coś się dzieje: niewidomi odzyskują wzrok, chromi chodzą, morze się ucisza, demony uciekają. Czytając o człowieku opętanym przez ducha nieczystego, który przeląkł się Jezusa w synagodze w Kafarnaum i zaczął krzyczeć: "Przyszedłeś nas zgubić!" (Łk 4,34), mamy wrażenie, że jesteśmy obecni przy wypełnianiu się przypomnianego nieco wcześniej proroctwa Izajasza: "Rózgą swoich ust uderzy gwałtownika, tchnieniem swoich warg uśmierci bezbożnego" (Iz 11,4). Słowo Boże jest skuteczne i energiczne (energes) (por. Hbr 4,12; 1 Tes 2,13), ponieważ działa w nim Duch Boży, który jest Bożą energią, "mocą z wysoka".

Łukasz w Dziejach Apostolskich przedstawił kilka paradygmatów. Opisał początek Kościoła i dlaczego w jego zaraniu zostały zawarte i uwidocznione jego prawa, jego stałe zasady, jego wieczna natura. Apostołowie pytali Jezusa zmartwychwstałego: ,,Czy w tym czasie przywrócisz królestwo Izraela? Odpowiedział im: Gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami" (Dz 1,6-8). Tak jakby rzekł im: oto jak przychodzi królestwo Boże: Duch Święty zstąpi na was, uzdolni was do świadczenia o Mnie. To jest właśnie królestwo Boże, które przychodzi. To samo powiedział Jezus w Ewangelii świętego Jana: "On [Duch prawdy] będzie świadczył o Mnie. Ale wy też świadczycie" a 15,26-27). Coś podobnego powiedział Piotr przed Sanhedrynem: "Dajemy temu świadectwo my właśnie oraz Duch Święty" (Dz 5,32).

W czasach Nowego Testamentu była na świecie nieprzeliczona mnogość kultów i religii, tak tradycyjnych, jak misteryjnych, były filozofie religijne, wędrowni kaznodzieje Izydy i innych bóstw. W jaki sposób udało się chrześcijaństwu sprawić, że jego głos został usłyszany pośród tego zgiełku i jak przyciągnęło tylu ludzi tak trudnymi perspektywami, jak krzyż i prześladowanie? Odpowiedzią jest Duch Święty!

Powszechnie znane jest to, iż Kościół zanim przyjął teologię Ducha Świętego, miał doświadczenie Ducha Świętego związane z liturgią chrzcielną, kultem i małżeństwem. To właśnie doświadczenie Ducha Świętego prowadziło Kościół ku teologii Ducha Świętego aż do ogłoszenia Jego Bóstwa. Jak Duch Święty może nie być Bogiem, skoro uświęca nas i jednoczy z Bogiem? Był to jeden z głównych argumentów, którym posłużyli się Ojcowie Kościoła, ogłaszając Bóstwo Ducha Świętego na soborze ekumenicznym w Konstantynopolu w roku 381 (por. święty Grzegorz z Nazjanzu, Dr. 31,28; PG 36,165). Zawiera to cenne wskazówki także dla nas. Rzadko dochodzi się do doświadczenia dzięki teologii, do doświadczenia Ducha Świętego za sprawą uczenia się o Nim. Istnieje wówczas ryzyko odwrócenia relacji w porównaniu z tym, co stało się na początku: do wyjścia od idei Ducha Świętego i nie dojścia nigdy do rzeczywistości Ducha Świętego. Zachodzi nawet niebezpieczeństwo zredukowania Ducha Świętego do poziomu ideologii. Nigdy wcześnie nie mówiło się tyle o Duchu Świętym, jak w czasach heglowskiego idealizmu: Duch absolutny, Duch uniwersalny, Duch dla siebie, poza sobą, w sobie ... Dzisiaj widzimy tego konsekwencje. Prawdziwy Duch Święty nigdy nie był tak daleki i zapomniany w chrześcijaństwie zachodnim jak wówczas.

2. Urząd głoszenia słowa

W świetle tego, co powiedzieliśmy, myślę, że można wyciągnąć dwa podstawowe wnioski z lektury Łukaszowego opisu Zesłania Ducha Świętego. Po pierwsze, pierwotna działalność Kościoła polegała na głoszeniu umarłego i zmartwychwstałego Chrystusa: "Wy ukrzyżowaliście Go, Bóg wskrzesił Go!" (por. Dz 2, 23nn.). Gdy rodzi się dziecko, to jego płacz informuje nas o tym, że żyje i oddycha. W ten sam sposób Kościół przyszedł na świat w dniu Zesłania Ducha Świętego: wydał okrzyk, po którym można było poznać, że jest to Kościół żywy. Okrzyk ten jest kerygmatem głoszonym przez Piotra w imieniu wszystkich apostołów: "Niech cały dom Izraela wie z niewzruszoną pewnością, że tego Jezusa, którego wyście ukrzyżowali, uczynił Bóg i Panem, i Mesjaszem!" (Dz 3,36). Tak jakby Piotr stwierdził: "Niech cały świat wie ... ". Z jego słów przebija nadzwyczajna siła i autorytet, które z pewnością nie pochodzą od niego, gdyż on niedawno bał się zwykłej służącej.

Fakt, że Kościół istnieje głównie po to, żeby głosić słowo Boże, jest jasny dla wszystkich, czemu dano wyraz w wielu ważnych dokumentach Magisterium: w dekrecie o działalności misyjnej Ad gentes Soboru Watykańskiego II, w adhortacji Evangelii nuntiandi Pawła VI, w adhortacji apostolskiej o świeckich Christifideles laici. Nie trzeba już nic dodawać do tego bogactwa tekstów. Chciałbym jedynie podzielić się kilkoma refleksjami wypływającymi z faktu, że jestem bezpośrednio zaangażowany w głoszenie Słowa i mogę, jeśli można tak powiedzieć, podać wnioski z pierwszej ręki.

W co są zaangażowane najlepsze siły Kościoła? Jakie miejsce pośród wszystkich możliwych działań i celów młodych księży zajmuje urząd głoszenia Słowa? Wydaje mi się, że dostrzegam poważny błąd: głoszeniu Słowa poświęcają się tylko ci, którzy po święceniach nie zostali wyznaczeni do dalszych studiów, na przełożonych, do dyplomacji, do formacji młodych. Czym jest urząd głoszenia Słowa w życiu pasterzy? Święty Grzegorz Wielki napisał: "Choć wielu jest takich, którzy by chcieli słuchać słowa, to jednak brak tych, którzy by je głosili. Świat jest pełen kapłanów, ale niewielu jest robotników na żniwach Pana. Przyjęliśmy wprawdzie stan kapłański, ale zadania urzędu nie spełniamy ... Zajęliśmy się sprawami zewnętrznymi, tak iż co innego przyjęliśmy wraz z godnością kapłańską, a co innego w rzeczywistości wykonujemy. Zaniedbujemy obowiązek głoszenia i na nasze nieszczęście - jak widzę - nazywamy się biskupami. Zatrzymaliśmy godność, a pomijamy zobowiązania godności" (święty Grzegorz Wielki, Homilia do Ewangelii 17,3; PL 76,1139n.). Możliwe, że święty Grzegorz odnosi się do jakiegoś nad użycia ze swoich czasów, które dzisiaj nie ma już miejsca. Chcę mieć taką nadzieję, mimo to jego słowa nie przestają skłaniać nas do refleksji.

Inne przemyślenie, które chciałbym przedstawić, dotyczy relacji między głoszeniem lub przepowiadaniem Słowa, a teologią w Kościele. Zrobiły na mnie wrażenie teksty dwóch znanych współczesnych teologów. H. de Lubac napisał: "Ministerium praedicationis nie jest upowszechnieniem nauczania doktrynalnego i abstrakcyjnego - wcześniejszego od niego i wznioślejszego. Wręcz przeciwnie, jest właśnie nauczaniem doktrynalnym w swojej najwyższej formie. Było to prawdziwe w odniesieniu do pierwotnego głoszenia chrześcijańskiego apostołów i jest równie prawdziwe w odniesieniu do głoszenia przez ich następców w Kościele: Ojców Kościoła, doktorów i do współczesnych pasterzy" (H. de Lubac, Exegese medievale, 1,2, Paryż 1959, s. 670). H. U. von Balthasar ze swej strony wspomina o "misji głoszenia w Kościele, której podporządkowana jest misja teologii" (H. U. von Balthasar cytowany przez de Lubaca w Exegese medievale). Stwierdzenia te uderzyły mnie, ponieważ panuje przekonanie, że relacja zachodząca między tymi dwoma działalnościami, przynajmniej w opinii większości ludzi i nawet samych kapłanów, polega właśnie na czymś odwrotnym, to znaczy głoszenie jest upowszechnieniem nauczania bardziej technicznego i abstrakcyjnego, które jest wyższe i wcześniejsze, a zwane jest teologią.

Święty Paweł - wzór wszystkich kaznodziei, w najwyższym stopniu głosiciel prawdy - umieszczał głoszenie na pierwszym miejscu i wszystko mu podporządkowywał. Uprawiał teologię, głosząc słowo Boże, nie uprawiał teologii, z której następnie czerpał prostsze rzeczy, żeby przekazać je zwykłym wiernym w kazaniach. "Nie posłał mnie Chrystus - mawiał - abym chrzcił, lecz abym głosił Ewangelię” (1 Kor 1,17). Uważał głoszenie Ewangelii za ważniejsze i bardziej konieczne nawet od chrzczenia. "Biada mi - dodawał - gdybym nie głosił Ewangelii" (1 Kor 9,16).

Stawką w grze jest bowiem nawrócenie ludzi oraz ich przyjście do wiary. Wiara zależy od jej głoszenia: fide ex auditu (Rz 10,17). Słowo jest miejscem decydującego spotkania Boga z człowiekiem. Liturgia jest istotnym elementem w życiu Kościoła, ale zajmuje dopiero drugie miejsce. Piękna liturgia może budować, może pomagać wzrastać temu, kto już wierzy, ale trudno przypuszczać, że niewierzący (założywszy, że w niej uczestniczy) "przejmie się do głębi serca" (zob. Dz 2,37), jak to miało miejsce w przypadku tych, którzy słuchali Piotra w Zielone Święta.

Co jest powodem niepokojącego przechodzenia katolików do innych Kościołów lub wręcz do fundamentalistycznych sekt chrześcijańskich? Czy może ludzie ci wiedzą, czym jest fundamentalizm lub w sposób szczególny kochają fundamentalizm? Co ich więc pociąga? Przyciąga ich słowo fundamentalne, proste, które łączy ich przede wszystkim z osobą Jezusa. Jest to oczywiście błędne, ponieważ porzucają Kościół katolicki, w którym jest pełnia wiary i środków zbawczych, na rzecz innych Kościołów bądź grup, które prowadzą ich do pierwszego albo nawet do drugiego nawrócenia, które jednak nie mogą doprowadzić ich do doskonałości życia chrześcijańskiego i do tego, co zwykle nazywamy świętością.

Jednak problemu sekt i opuszczania Kościoła katolickiego nie rozwiąże się przestrzeganiem przed tym lub co gorsza zawieszając z nimi wszelki dialog ekumeniczny. Nie można też zapobiec przechodzeniu pouczaniem tych osób, skoro one już i tak w większości żyją z dala od Kościoła i bez żadnego rzeczywistego kontaktu z nim. Potrzebne jest w Kościele katolickim, w świecie katolickim, bogatym w nieprzebrane zasoby doświadczenia i nauki Tradycji, głoszenie, mające tę samą siłę i wagę, jaką mogą znaleźć gdzie indziej, ale z dodatkiem gwarancji autentyczności i kompetencji, które tylko Tradycja Kościoła może zapewnić. Głoszenie na podobieństwo Jezusowego przepowiadania nie zaczyna od obowiązków i przykazań, ale od daru Bożego, od łaski. Nie od tego, co ma robić człowiek, ale od tego, co Bóg zrobił dla niego. Piotr nie zaczął przemawiać od słów: "Nawróćcie się i przyjmijcie chrzest!". Nie, najpierw głosił Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego, który został ustanowiony Panem. Dopiero później, gdy serca były już otwarte i gotowe do przyjęcia Go, wezwał do pokuty i zmiany życia.

Trzeba zmienić nastawienie w kwestii głoszenia słowa Bożego, potrzebna jest nowa odwaga, duch Pięćdziesiątnicy. Dodającym otuchy znakiem zmian mentalności jest apel skierowany do świeckich w jednym z ostatnich dokumentów Urzędu Nauczycielskiego Kościoła, którego inspiracją są słowa Chrystusa: "Idźcie i wy do mojej winnicy" (Mt 20,4). W rozdziale tego listu zatytułowanym: "Nadszedł czas nowej ewangelizacji", czytamy: "Dziś Kościół musi uczynić wielki krok naprzód na drodze ewangelizacji, wkroczyć w nowy etap historii swojego misyjnego dynamizmu. W świecie, który dzięki pokonaniu odległości staje się coraz mniejszy, wspólnoty kościelne powinny utrzymywać między sobą łączność, wzajemnie wspierać swe siły i dzielić się środkami, razem się angażować w jedną, wspólną misję przepowiadania Ewangelii i życia wedle jej wskazań" (Christifideles laici 34-35). Właśnie dla tej misji" także w naszych czasach oglądamy rozkwit różnych charyzmatów wśród świeckich mężczyzn i kobiet" (Christifideles laici 24). Słychać w tym echo mowy Piotra wygłoszonej w dniu Pięćdziesiątnicy, gdy odniósł do Kościoła proroctwo Joela: "Wyleję Ducha mojego na wszelkie ciało, i będą prorokowali synowie wasi i córki wasze. Nawet na niewolników i niewolnice moje wyleję w owych dniach Ducha mego, i będą prorokowali" (Dz 2,17-18).

3. Głosić Ewangelię w Duchu Świętym

Drugi wniosek płynący z Łukaszowego opisu Zesłania Ducha Świętego ujawnił się już w tym, co powiedzieliśmy, że nie wystarczy odnowić zawartość, formy, styl ewangelizacji lub włączyć w nią także świeckich. Rzeczą najważniejszą jest to, czy głoszenie odbywa się "w mocy Ducha Świętego" lub bez niej. "Mowa moja i moje głoszenie nauki - pisze Paweł - nie miały nic z uwodzących przekonywaniem słów mądrości, lecz były ukazywaniem ducha i mocy, aby wiara wasza opierała się nie na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej" (1 Kor 2,4-5).

Pierwszy List Piotra określa apostołów mianem "tych, którzy głosili Ewangelię mocą Ducha Świętego" (1 P 1,12). Ewangelia jest zawartością głoszenia, Duch Święty jest jego sposobem, to znaczy drogą lub metodą, przyczyną sprawczą. Paweł VI określa Go mianem "głównego sprawcy" ewangelizacji (Evang. nunt. 75).

Przemawianie prorockie bądź w Duchu Świętym ma miejsce wtedy, gdy wypełniają się słowa Jezusa: "Nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was" (Mt 10,20). Łukasz w paralelnym tekście uściśla, że "Duch Ojca" będzie "wymową i mądrością, której żaden z waszych prześladowców nie będzie się mógł oprzeć ani się sprzeciwić" (por. Łk 21,15). Prześladowcy mogą zabić Chrystusowego świadka, ale nie mogą zbić jego argumentów, jak to widać w przypadku Szczepana. Z jakiego powodu słowa Piotra w Zielone Święta były tak skuteczne, jeśli nie dlatego, że w nich przemawiał Duch Boży? Co poruszyło serca tych trzech tysięcy ludzi i "przekonało ich o grzechu", jeżeli nie Duch Boży?

Trzeba zatem upewnić się, przystępując do głoszenia słowa Bożego, że Duch Święty jest z nami, a zwłaszcza czy my jesteśmy z Duchem Świętym. Jak to zrobić? Pierwszym środkiem podsuwanym nam przez Dzieje Apostolskie jest modlitwa. Duch Święty zstąpił na apostołów, gdy "trwali jednomyślnie na modlitwie" (Dz 1,14), a Jezus zapowiedział, że Ojciec niebieski da Ducha Świętego "tym, którzy Go proszą" (Łk 11,13).
Drugim ważnym środkiem jest posłuszeństwo, pojęte przede wszystkim jako podporządkowanie się woli Bożej. Bóg udziela Ducha Świętego "tym, którzy Mu są posłuszni" (Dz 5,32). Bóg obdarza swoją mocą, swym autorytetem tych, którzy w pełni akceptują Jego wolę. Duch Święty nie może działać w kimś, kto jest przywiązany do swojej woli. Przez ludzi słuchany jest tylko ten, kto słucha Boga, to znaczy jest Mu posłuszny.

Wreszcie trzecim sposobem jest miłość do tych, którym z Bożego posłannictwa ma się głosić Ewangelię. Językiem Boga jest miłość. Tchnienie Boga jest tchnieniem miłości. Dlaczego Bóg przemawia do ludzi? Czemu wydał za nich swojego Syna Jezusa Chrystusa? Napisane jest: "Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał" (J 3,16). Kaznodzieja musi poruszać się wewnątrz tego prawa i tej ekonomii miłości. Musi kochać ludzi, tych, którzy się oddalili, grzeszników, aby mógł dać im słowo życia. Jezusa można dać tylko przez miłość, nie zaś za pomocą nagan i sądów, prawie że rzucając Nim w ludzi. Byłoby to zaprzeczeniem sensu Ewangelii. Jakie przeciwieństwo między postawą Boga wobec mieszkańców Niniwy a nastawieniem Jonasza! "Tobie - powiedział Bóg do Jonasza - żal krzewu ... a czyż Ja nie powinienem mieć litości nad Niniwą, wielkim miastem, gdzie znajduje się więcej niż sto dwadzieścia tysięcy ludzi, którzy nie odróżniają swej prawej ręki od lewej? " (Jon 4,10). Jonasz udał się, by przemawiać do niniwitów, ale nie kochał ich, dlatego Bóg musiał się bardziej natrudzić, żeby nawrócić jego - kaznodzieję - niż mieszkańców Niniwy. Korzystniejsze i bardziej zbawcze, zanim innym przekaże się słowo Boże lub objaśni wolę Bożą, jest skupienie się i zastanowienie, czy kocham tych ludzi tak, jak miłuje ich Bóg?

Miłość jest ciepłym tchnieniem, duchowym ogniem niosącym słowo i wiemy, że jest udzielana "przez Ducha Świętego" (Rz 5,5). Także i przede wszystkim w tym sensie Duch Święty jako miłość jest mocą Słowa, tajemnicą głoszenia. Nasza aktualna sytuacja w odniesieniu do głoszenia ma wiele wspólnego z sytuacją, w której znajdowali się apostołowie po groźbach Sanhedrynu. Ledwo uwolnieni, Piotr i Jan udali się do braci i przekazali, co polecili im kapłani i starsi ludu, a mianowicie, żeby nie przemawiali do nikogo w imię Jezusa. Co wówczas uczynili apostołowie? Najpierw zaczęli się modlić wraz z całą wspólnotą. "Daj sługom Twoim - powiedzieli - głosić słowo Twoje z całą odwagą, gdy Ty wyciągać będziesz swą rękę, aby uzdrawiać i dokonywać znaków i cudów przez imię świętego Sługi Twego, Jezusa". Wtedy ponownie zstąpił Duch Święty, jak w Zielone Święta, i znów "wszyscy zostali napełnieni Duchem Świętym i głosili odważnie słowo Boże" (Dz 4,29-31). Jak w dniu Pięćdziesiątnicy, Duch Święty został udzielony, aby umożliwić Kościołowi odważne głoszenie Słowa.

Jak już wspomniałem, nasza obecna sytuacja jest bardzo podobna do sytuacji apostołów, dlatego przyłączmy się do nich i módlmy się z nimi: Przyjdź, Duchu Święty! Naprawdę, również dzisiaj, w tym mieście, na tym świecie zgromadzili się przeciwko twemu świętemu słudze Jezusowi "Herod i Poncjusz Piłat z poganami i pokoleniami Izraela" (Dz 4,27). Także dzisiaj wszystkie siły: kultura, dobrobyt, ideologie, to, co jest poza człowiekiem, i co jest w nim, konspirują, jak praktycznie usunąć spośród ludzi Boga, Jezusa Chrystusa i Jego Kościół. Panie, spójrz, także dziś wyciągnij rękę, aby miały miejsce uzdrowienia, cuda i znaki w imię Jezusa, ponieważ staliśmy się nieuważni, głusi i twardego serca, dlatego słowa już nie wystarczają. Ośmielamy się prosić Cię o znaki i cuda nie dla nas, ale dla Twojej chwały i dla rozszerzania Twego królestwa. Powiedziałeś nam przecież, iż pewne znaki służą "niewierzącym" (1 Kor 14,22). Nasz świat jest nadal lub ponownie stał się w dużej mierze niewierzący. Dlatego potrzebujemy Twoich znaków, które przekonają świat lub przynajmniej zwrócą jego uwagę. Obiecałeś współdziałać z głoszącymi Twoje Słowo i potwierdzać ich słowa "znakami, które będą im towarzyszyły" (Mk 16,20). Również dzisiaj, jak w początkach, Twoje słowo pada na świat, w którym brzmią i krzyżują się różne głosy, nie wyłączając najbardziej absurdalnych propozycji religijnych. Jak Twe Słowo da się usłyszeć ponad głosami ludzkimi? Odnów także dzisiaj tę pełną otuchy obietnicę: "Gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami" (Dz 1,8).

Przełożył: Grzegorz Niedzwiedź, ofm
Lista konferencji i kazań
Webmaster © Br. Raniero Cantalamessa, OFMCap - 2003-2007